Szczyrk - Ślązaki
Kiedy byliśmy ostatni raz w Szczyrku to za dużo nie pozwiedzaliśmy. W zasadzie wjechaliśmy tylko na Szyndzielnię i mieliśmy nawet zamiar przejść szlakami na Babią Górę, ale nie daliśmy rady. Na górze posiedzieliśmy troszkę w schronisku i porobiliśmy to, co podczas całego naszego pobytu wychodziło nam najlepiej, czyli popiliśmy piwko. Najgorsze w tym wszystkim było to, że spóźniliśmy się na ostatni zjazd kolejką i niestety, ale musieliśmy doginać na pieszo. Źle nie ma, gdy się schodzi, bo najgorsze to przecież podchodzenie, ale dla nygusów to wszystko, co związane z jakimkolwiek wysiłkiem fizycznym, to tragedia. Zleźliśmy na dół, gdy Szczyrk już się prawie kładł spać, ale my poszliśmy tam, gdzie bywaliśmy każdego wieczoru, czyli do pubu. Karaoke w pubie
Szczyrk jest chyba najlepsze na świecie. Mają tam nasze śłąskie przyśpiewki, a my przecież naród rozśpiewany i roztańczony. Ten pobyt był naprawdę świetny i udany, ale wszystko pamiętamy, jak przez mgłę. Nasze babki się trochę powkurzały, ale że dostały od nas karnety na spa, to burza jakoś minęła. Kiedy znowu pojawimy się w beskidach, to na pewno przyjedziemy tutaj.